Ten post piszę na brudno od kilku dni.
Żaliłam się już, że syn nie ma czasu na przerzucenie fotek i dlatego nie mogę go umieścić na blogu.
Przez to część rzeczy jest już nie aktualnych.
Między innymi to o padającym deszczu.
Jednak nie mogę tego zmienić bo post nie miał by sensu :)

Zaczynam
Od kilku dni leje, ale tak mocno że za domem ku naszemu zdumieniu powstał strumień.
Rekken jest nie pocieszona bo nie może trenować latania.
Dzisiaj udało się jej tylko wytaplać w kałuży.



Robiła to przez 5 min a potem szybko na pieszo wróciła do domu na świeżo wymyte podłogi.
Teraz wpis aktualny ta gadzina kąpie się codziennie .
Godzinę temu wytaplała się w mojej kawie a potem bezczelnie ją piła… kąpała się w misce po kluskach .
Rozpoznaje nas .
Byłyśmy na podwórku i podszedł do nas sąsiad , zaczął ją wołać ale ona w tył zwrot i biegiem do mnie.
Rozczuliła mnie.
Wpis aktualny
Jednak jak nie odstępuje cię na krok to można się zdenerwować nawet do toalety za mną biega co kilka dni temu skończyło się kąpielą w muszli…
 Rozumek na razie ma „ptasi”.
Poleciała za płotek taki niski około 0,5m i za żadne skarby nie mogła wymyśleć jak z tamtą się wydostać.
Biegała jak opętana i darła się w niebogłosy musiałam jej pokazać jak ma wyjść inaczej wszystkie koty z okolicy.
Wczoraj tak przeciskała się przez dziurę w tym płocie, że myślałam iż straci wszystkie pióra a wystarczyło podlecieć pół metra do góry.
Już wie na którą kotkę wystarczy nawrzeszczeć a od której trzeba uciekać.
Co do kradzieży.
Na razie próbuje ściągać wszystko co się świeci.
Dostałam od niej listek i kawałek gąbeczki.
Rano przyleciała z kawłkiem ryby.
Woli jeść przy mnie na pościeli niż na podłodze sama.
Na podwórko chce chodzić tylko z nami co też jest strasznie upierdliwe bo nie bardzo mamy czas jak widzi ,że wracamy to ona też.
I nie wlatuje idzie na pieszo.
W ogóle już 7 lat temu jak przyjechałam tutaj po raz pierwszy to stwierdziłam że tutejsze sroki i wrony wolą chodzenie niż latanie.
Jest ich pełno przy drogach.
Jednak w piątek poleciała na 5 godzin już myślałam że nie wróci.
Nawet się popłakała a Piotr stwierdził że mam syndrom „opuszczonego gniazda” …
Uwielbiamy ją jednak sprzątanie po niej zaczyna nas doprowadzać do szału.
Lata już bardzo ładnie i zaczyna sama jeść jest szansa że w tym tygodniu sobie poleci.
Mam nadzieję że będzie nas odwiedzała

Za tydzień koniec Candy po raz 3 :)
Zapraszam do zapisywania

10 komentarze:

Antonina pisze...

Bardzo fajnie piszesz o sroce. Widać "dziecko" dorośleje i pewnie niedługo rozpocznie samodzielne życie.

3nereida pisze...

To duze wyzwanie wychować srokę i radzisz sobie doskonale. Napewno bedzie was odwiedzala . Jak tu nie wpasc na wspolne sniadanie podane do lozka ;)

Moje smutki, dieta, szydelko i drutki pisze...

Fajna ta Twoja coreczka, dobrze ze nie dorasta 18 lat, bo bys oszalala z tym sprzataniem hihi...

agata pisze...

Nie wiedziałm, że małą srokę można tak udomowić i że ona może tak przywiązać się do człowieka :) Niezapomnianych wrażeń Ci dostarcza :)

Ata pisze...

I kto by pomyślał, że sroka może być miła. Ja tych "moich" nie znoszę! Wypłoszyły wszystkie mniejsze ptaki i głównie tylko ich wrzask słychać. Zwłaszcza nad ranem :-/

MariaPar pisze...

U Nas też pełno srok ! Wykradają wszystko co się da !
Ja natomiast wczoraj uratowałam małego wróbelka, który uczył się latać i stracił siły na powrót do gniazda. Przylecieli rodzice i na naszych oczach uczyli go , jak machać skrzydełkami, by mógł wylecieć z kartonu. Udało się !
Pozdrawiam

tabu pisze...

Niesamowita ta Wasza sroka. Ciekawa jestem kto się bardziej przywiązał :)))) i która z Was będzie bardziej tęsknić za sobą?

Jolciaso pisze...

Marzena :))) Śledzę losy Twojej sroki. Zabawny ptak, taki udomowiony. No ale Piotr to mnie rozśmeiszył tym syndromem opuszczonego gniazda! Hahahaaa... :))) Ściskam Was :)))

Grażka pisze...

Córa się Tobie udała, ciekawa jestem czy jak wyfrunie z gniazda to będzie co niedzielę na obiadki do mamusi przylatywała.

Lacrima pisze...

Wczoraj nie było nas wdomu przez 6 godzin a mała została na podwórku. Po powrocie po 23 szukałam jej i wołałam ale nic się nie odzywało. Normalnie na moje wołanie odpowiada. Już myśleliśmy , że odleciała ale nie spała na praniu powieszonym w drewutni.Tak była zestresowanaże jak ją brałam na ręce to nawet nie pisneła.Za to gada od 6 rano jak opętana.Nie skrzeczy tylko przechyla łepek i wydaje takie śmieszne dzwięki.Teraz znowu siedzi na laptopie i patrzy co robię.
Dziękuję za przemiłe wpisy:):):)

Prześlij komentarz

Jest mi miło, że znalazłeś czas na napisanie kilku słów:)
Pozdrawiam Lacrima Marzena