Dokładnie tyle lat temu była taka sama koszmarna pogoda w Norwegii.
Od wiosny padają deszcze i jest zimno.
Ten koszmar ma jednak dobre strony.
Przez ostatnie dni zebrałam 42kg grzybków.
Głównie kozaczków i prawdziwków.
Większość została ususzona musieliśmy rozpalić w kominku bo bankructwo by nas dopadło jak byśmy suszyli to w piekarniku.
Dzięki takiemu suszeniu kozaczki nie nabrały tak strasznie ciemnego koloru.
Ale kilka słoiczków zrobiłam w occie i ugotowałam do zamrażarki.
Jestem opętana jeśli chodzi o grzyby mimo iż zbieranie ich tutaj nastręcza masy problemów...
Podstawowy to góry czasem za diabła nie wiadomo jak się dostać do grzybka.
Ale można też je znaleźć na parkingach
( 16 kozaków 4 prawdziwki )
Kolejna sprawa to truskawki które dojrzewają ,że popłakać się można...
Ten busz na oknie kuchennym to część pomidorków koktajlowych które przyniosłam do domu bo na podwórku chyba by nie zrobiły się czerwone.
Jacuś widzisz jakie są niskie?:)
Przywiozę Ci jednego pomidorka na nasiona.
Nie wiem jak w Polsce ale tutaj zmorą moich kwiatów były ślimaki.
Dalie objadły do gałązek a co kilka dni zbierałam ich setki.
Na jednej z przecen udało mi się dostać ogromny krzew hortensji.
Kiedyś już pisałam jak bardzo lubię te krzewy.
Na różnych stronach podziwiałam ususzone kwiatostany które wyglądały jak żywe.
Mi jak do tej pory nie udawało się ich suszenie.
Jednak jest sposób oczywiście znaleziony w sieci.
Obcina się kwiatostan i wkłada do wody po kilku dniach kwiat wygląda jak żywy ale jest już suchy.
Dzięki temu mam kolejna śliczną dekorację.
Pozdrawiam Was z zalanego Oslo Lacrima :)