Niedziela dzień 9


Zaraz po śniadaniu jedziemy na dalsze zwiedzanie Kairu.



Zaczynamy od Alabastrowego Meczetu.




Jest już zamknięty dla wiernych bo jego piękno za bardzo rozprasza modlących.
 Jednak nas poproszono o przyzwoite ubranie




Czyli długi rękaw i ściągnięcie obuwia.
Jeśli nie ma się nic z długim rekawem dostaje się takie coś.




Zielony worek




Panowie jak widać mogli mieć krótkie rękawy.




Meczet robi piorunujące wrażenie.
Nam podobał się bardzo.


Rano znalzałam taki komentarz
"przykro mi rozwiewac pewne watpliwosci, ale meczet alabastrowy nie jest zamkniety dla wiernych, a nawet na piatkowa modlitwe jest zamkniety dla turystow... od Roqaya "
hmmm dziewczyna tam mieszka to pewnie wie , nasz przewodnik  Hani też był z Gizy ale na tej wycieczce często przewodnicy opowiadają głupoty.
Dziękuję za podpowiedź.Jeszcze tylko rzut oka na panoramę Kairu i jedziemy dalej





Kolejny obowiązkowy przystanek to perfumeria.



Tutaj muszę powiedzieć, że byłam w dwóch bo jeszcze w Hurgadzie i nie do końca jestem zadowolona.
Jakoś na mnie one się nie trzymają miały pachnieć godzinami i co?
 I nic.
 Może ktoś ma inne obserwacje.
Ale ja żałuję tej wydanej kasy.
Teraz to po co przyjechaliśmy do Egiptu.

Trzeba wysiąść z autokaru i przejść przez bramki potem wsiadamy i jedziemy koło piramid.
Do zwiedzania jest tylko jedna Hefrena i to za dodatkową opłatą.
U nas zdecydowały się 3 osoby w tym Piotr.








Niestety tutaj jest niebezpiecznie najbardziej natarczywi sprzedawcy, którzy twierdzą że są twoimi przyjaciółmi a potem chcą kupe kasy.
W samolocie do Polski jakiś facet z innej wycieczki twierdził , że ich okradli pod piramidami .
Najlepiej tam w ogóle nie odzywać się do nich a zakupy robić gdzie indziej.


Teraz jedziemy do Sfinksa.




Potem obiad w tej samej restauracji co wczoraj i dzielimy się na 2 grupy.
My wracamy do Hurgady a inni jadą do Scharmu.
Po drodze nasz autokar prawie staje w płomieniach a my lądujemy na ponad godziną na jakimś bezludziu .
Nie ma jak atrakcje !



Nas zawieziono poza Hurgade ale o tym następnym razem.


Ciąg dalszy nastąpi
Sobota dzień 8


Wysiadamy w Gizie.
Nasz niezawodny przewodnik, który jechał z grupą bez kuszetek już na nas czeka.
W autokarze szybkie śniadanie przygotowane przez hotel do którego pojedziemy później.



Tutaj zdajemy wszystkie aparaty fotograficzne do pudła.
Absolutny zakaz fotografowania.
Pewnie i kilka dni to za mało na zwiedzenie wszystkiego my mamy mało czasu i musimy się bardzo śpieszyć żeby zdążyć za Hanim.
Potem jedziemy na targ .
Miejsce magiczne ale 4 osoby z naszej wycieczki się zgubiły
 Zdążyliśmy zrobić rundę po mieście nim przewodnik cudem ich odnalazł.
Najedli się strachu.

Już wszyscy razem zwiedzamy Wiszący Kościół 






Wprawdzie nie jest duży ale bajecznie piękny .
Kilka kroków dalej zwiedzamy Synagogę Ben Ezra.
Na obiad jedziemy do restauracji, która jest w dziwnym miejscu ale obiad smaczny.
Potem nie pamiętam co robiliśmy ale w końcu zakwaterowanie w hotelu .
Przed hotelem Cataract czeka na nas zespół.
Bardzo miły akcent.




Wieczorem po kolacji wycieczka fakultatywna Kair Nocą.
Kair nocą jest prześliczny pełen świateł kolorów i masy ludzi.
Niestety dla turysty, który jest na nogach od rana to za dużo ja padłam jak kawka.








Ciąg dalszy nastąpi
Czas pokazać coś robótkowego, bo jakoś ostatnio mój blog zrobił się rozpisany na inne tematy.
Jak ktoś nowy wejdzie to do robótkowych go raczej nie zaliczy :)


A więc tak dzisiaj płaszczyk.


To trwający dwa lata proces dziergania.
 Najpierw mama przywiozła mi prawie gotowy sweter z niebieskiej nitki.
Ja tam niebieskiego nie lubię a tamten był koszmarny.
Wpadałam na pomysł dokupienia niebieskiego cieniowanego moheru Himalaya i połączenia tego.
Robiłam jak zawsze od góry tylko zamiast jednego oczka prowadzącego jest warkocz tak samo jak po bokach i z przodu.
W tak zwanym między czasie nagle zabrakło mi moheru i ku mojej rozpaczy nie mogłam tego koloru znaleźć w hurtowni ani w sklepach.
 Sweter wylądował w reklamówce na dnie garderoby jako jedna z setki rzeczy do dokończenia nie wiadomo kiedy.
Jakie było moje zdziwienie jak znalazłam go w szafie, a jeszcze większe jak tydzień później doszła wełna do hurtowni.
Wystarczyło 3h i sweter skończony.
Zastanawiam się nad przyszyciem zamka bo niestety zapięcia się rozchodzą.
Kolejnym problemem jest to iż moja siostra twierdzi, że nie wygląda w nim tak jak myślała i że mogę go sobie zabrać.
Mam już podobny czarny i w trochę inny mój ukochany w szarościach na co mi niebieski?
Znalazłam chętną na płaszczyk to dziewczyna mojego syna.



Zaczynam dziergać na obcej ziemi, żeby mieć co pokazywać :)
Za oknem powitał mnie dzisiaj zupełnie inny widok niż wczoraj.




Śnieg sypie tak bardzo powoli, i ślicznie to wygląda.
Na razie robię chaos moim panom w domu.
Muszę wszystko poprzestawiać po swojemu.

Na poprawę humoru dostałam kolejne wyróżnienie od Mordki

1. opublikuj znaczek na swoim blogu z komentarzem zachęcającym i linkiem do osoby od której go otrzymałaś

2. przekaż go do 10 osób (wiem,wiem nie jest to łatwe) z prośba o opublikowaniu zasad.
3. osoby, które odbiorą znaczek proszone są o zostawienie komentarza.
Kochani mile będziecie widziani w gronie stałych gości - obserwujących blog.
Zasadą powyższej premii jest poznanie jak największej liczby blogów, a zostawienie swojej wizytówki jest dla Ciebie reklamą i zachęceniem do odwiedzenia Twojego bloga.
Myślę, że każdy z nas marzy o jak największej liczbie gości :)

W wolnej chwili uzupełnię te 10 adresów co chwilę odkrywam cudowne blogi
Mam nadzieję że to wyróżnienie nie jest tylko dla blogów robótkowych :)

1 dla bloga moje wypieki 
2 kuchnia nad atlantykiem uwielbiam tam zaglądać
3 Oli za jej pracę przy kołderkach :)
4 bardzo lubię zaglądać do Agaty
5 bardzo ciekawy blog Jednoskrzydłej

Mordko Bardzo Dziękuję

Piątek dzień 7




Piątek dla muzułmanów to dzień świąteczny .
Nasz przewodnik ubrał galabije wszyscy stwierdzili, że tak powinien chodzić cały czas.
Ale nie  dla tego, że fajnie wygląda tylko, że w końcu można za nim nadążyć.




Tego dnia płyniemy małymi łódkami do wioski nubijskiej .
Jednak najpierw wycieczka do ogrodów.
To jest mąż przy fikusie Benjamina




Piotrowi udało się uchwycić gekona na palmie.




A ja mam kilka ujęć dudka.




Jeszcze tylko coś do picia i płyniemy dalej.
Hani w swoim żywiole, ten to może gadać godzinami.




Opowiadał nam o codziennym teraźniejszym życiu Nubijczyków ale też o ich historii.
Ja już doczekać się nie mogłam kiedy wezmę krokodyla na ręce .
I tak fotka ”gad z gadem”





Jak zawsze do picia herbata z hibiskusa lub mięty jak kto woli.
Zwiedzanie mieszkania.
 I idziemy do szkoły.
Normalnie trzeba mieć jakieś drobiazgi dla dzieci ale dzisiaj szkoła jest nieczynna a dzieci mają wolne.
Kolega nie przyłożył się do nauki cyferek i żona została poproszona o wykonanie kary.




Przez cały czas jest z nami kamerzysta, który nakręca film z rejsu.
Wracamy na ostatni posiłek.



Musimy się wymeldować i jedziemy dalej tym razem na dworzec kolejowy.
Noc spędzimy w pociągu do Kairu.
Pierwsze wrażenie?
 Koszmar kilka głębokich wdechów odszukanie butelek alkoholu i przejęcie komórki kierownika pociągu.



Potem już tylko zabawa. 
W przedziale wielkości pudełka po butach tańczyło 8 osób przy dźwiękach muzyki wydobywającej się z komórki kierownika pociągu.
Twierdził że tak jeszcze nikt się nie bawił.
Koło 23 koniec imprezy od rana znowu zwiedzanie.




Jak widać pościel okazała się biała a rano dostaliśmy smaczne śniadanie.
Podróż mimo wszystko udana.
Dobra rada, niestety już w kraju kupić kuszetki na miejscu nie było takiej możliwości.
Jakie cudne kartki Japońskie Peninia ma do wylosowania.
Zupełnie przez przypadek znalazłam cudny album z okazji 35 urodzin Joanny.
Jakie śliczności u Ushii piekny wianek.
Po rejsie nie do końca spokojnym, bo na Bałtyku wiało jak diabli.
W Szwecji kierownicę musiałam trzymać w dwóch dłoniach bo bałam się że nas zwieje z drogi.



O 13.15 dojechaliśmy do domu.

Chciałam wszystkim bardzo serdecznie podziękować za wsparcie.
Nie wszyscy wiedzą ale ja od 7 lat jeżdżę do Oslo odkąd mój mąż tam zaczął pracę.
Ale co innego pojechać na jakiś czas o co innego na kilka lat.
Na razie pokażę Wam widok z okna na góry



I na Oslo z drugiego okna niestety miasto jest zamglone.



Teraz się muszę zorganizować kilka dni mi to na pewno zajmie:)


Dzisiaj tylko krótkie pożegnanie .
Prom odpływa o 22.30.
Wirtualnie nic się nie zmieni, ale od jutra będę mieszkała w Oslo .
Panika na najwyższym stopniu trzymajcie za mnie kciuki.

 
Czwartek dzień 6
Pobudka o 3 rano .
O 3 !!!
My na urlopie, no ale jak nie wykupić wycieczki do Abu_Simbel
To jest fotka z ustawiania się konwoju.
Nasz jako ostatni odjedzie tego dnia o 4.30 później nie ma się jak dostać i samemu też się nie da.




Wycieczka jak zawsze poszła spać ale ja miałam zamiar zobaczyć wschód słońca na pustyni.
Był o godzinie 5.53 i na żywo wyglądał ślicznie .




Najpierw pogadanka niestety to kolejny zabytek do którego nie może z nami wejść przewodnik.




Naprawdę warto to zobaczyć same świątynie są bajeczne ale jeśli doda się do tego historię ich przeniesienia to po prostu szok.
Koło godziny 11 wszyscy wracają znowu w konwoju robi zbyt gorąco i świątynie są zamykane.




Tutaj po lewej stronie są stragany na których kupiłam sobie tą pomarańczową chustę.
Ale chciałam o czymś innym .
Znana jest nachalność Egipskich handlarzy ale w wielu miejscach tak jak tutaj nie wolno im podejść do turystów.
Jeśli jesteś zainteresowany kupnem sam idziesz.
Do statków też nie wolno im podchodzić.
 Ochrona traktuje to bardzo poważnie.


Po drodze zatrzymujemy się żeby zobaczyć fatamorganę .
Obiadek już na nas czeka.
Po obiedzie mała wycieczka na autokarem na starą tamę.

Do wytwórni papirusu .
A wieczorem do ogromnego sklepu z biżuterią .
Po kolacji wieczór nubijski.



Zespół grał i śpiewał brałyśmy udział w różnych konkursach bardzo fajnie spędzony czas.


Coś pomieszałam ale tak to jest jak się spisuje wspomnienia po tylu miesiącach.
Gdzieś mi umknął dzień z pękniętym obeliskiem




Dzięki przekupności ochrony mąż mógł zobaczyć jak to dawniej bywało




Na wieczór galabii i tak nie poszliśmy był chyba dzień wcześniej a my padliśmy na pyski.
Środa dzień 5
Rano po śniadaniu odwiedzamy świątynię





Wracamy na pokład i płyniemy dalej po drodze mijamy chyba stare kamieniołomy.




Po obiedzie postój w Kom_Ombo





Statki dobijają do nabrzeża tak



Jest ich tak dużo że nie ma innego wyjścia .
 Jeśli stoi się dalej od nabrzeża to przechodzi się przez wszystkie recepcje.
Tutaj znowu pojawia się problem czasu jak pisałam wcześniej.
Tym razem grupa Nowozelandczyków spóźniła się pół godziny przez co na Nilu powstał korek.
Jedne statki już odpłynęły żeby nam zrobić miejsce inne chciały dobić a my czekamy :)
Trzeba iść spać jutro dobijamy do Asuanu i jedziemy na wycieczkę do Abu Simbel.
Pobudka o 3 rano!

Jo an zrobię fotkę w tej Galabiji bo takiej nie mam :(

Ciąg dalszy nastąpi
Wpadłam na bloga tylko na chwilę przed pójściem na cmentarze.
Mam taki mały rytuał codziennie rano zaglądam na Wasze blogi.
Dzisiaj znalazłam takie pięknę wyróżnienie .
Dostałam je od Aleksandry


Dopiero wczoraj przyznałam wyróżnienie dla 10 dziewczyn.
 Nad tym muszę trochę pomyśleć i zrobię to chyba jutro .
Olu jeszcze raz Bardzo Dziękuję :)
Właśnie mnie olśniło to wyróżnienie dla wszystkich Maranciaków zaglądających do mnie :)