Od wczoraj wieje tak że szok.
Nie mam jak zrobić zdjęć żeby manekin nie padł...
Na dzień dzisiejszy tunika wygląda tak.




Dlaczego na dzisiaj?
Bo idzie do sprucia :)
Po wypraniu i wysuszeniu okazała się za długa.
Nie chciałam sukienki tylko tuniczkę.


Jest zrobiona pod konkretną  jedną parę spodni.
Moich najnowszych ukochanych pistacjowych.
Łaziłam koło tego koloru kilka dni, ale w końcu uległam.
Za jednym razem kupiłam spodnie, tuniczkę i szal.
Ta tunika zrobiona przez zemnie ma troszkę ożywić ten zestaw.


Zresztą wystarczy dobrać inny szal i proszę bardzo całkiem inaczej to wygląda.


Szali mam raczej ogromną ilość.
Po pierwsze uwielbiam je a po drugie tutaj szale jako dodatek do ubioru nosi się przez okrągły rok.
Tuniczek z koronką na dole też sobie kupiłam jak głupia...


Hmmm na zdjęciu widzę że brak fuksjowej:)!
Zobaczcie jeszcze do czego będzie mi pasowała ta tunika.


Takie buty miała na nogach moja siostra w święta.
Już we wtorek o 10 stałam pod tym sklepem w celu nabycia takich samych.
Na moje szczęście czekały na mnie :)
Jakiś czas temu dostałam bluzeczkę w identycznym kolorze jak te buciki.


Tylko czy w tym roku będzie pogoda na takie ciuszki ???
Pogody dla nas wszystkich:):):)
Uściski Lacrima

Rozpiska nici
Carina od mamusi:)
50g 133m
7 motków x 133m= 931m
Razem 10,258 km
Widzę że nie bark miłośników konwalii.
Z resztą jak można ich nie kochać?:)
To chyba kwiat dzieciństwa większości z nas.
Tak więc pokazuję dzisiaj 2 kolejne serwety w tym temacie.
Pierwsza to nowy wzór.


Konwalijki układają się się w niej ślicznie.



Bardzo przyjemnie się ją robiło.
Polecam ten wzór.
Druga to powtórka z poniedziałku.


Ten sam wzór ale nitka to całkiem inny temat.
Jak już udało mi się rozgryźć ten schemat za pomocą nici grubej to na cienkich potem poszedł jak ta lala:)
Tutaj dla porównania obie serwety razem.


Nie mogę na zdjęciach uchwycić tej różnicy w grubości nitek.
Na żywo widać ją bardzo wyraźnie:(


W poniedziałek mała przerwa w konwaliach bo czas sobie coś na garba wydziergać.
Ale dzięki Wam mogę jeszcze jeden wzór dokończyć.
Tak więc maj też zakończymy konwaliowym postem.

Co do mojego Russa.
Zaliczył siedzenie na rądzie i picie za zdrowie kierowców którzy na nich trąbili.
Zjedzenie karty russowskiej bez popijania.
Zakup kraty piwa po 1 ore to nasze, ja wiem 5gr?
Party w najładniejszym parku Oslo.
I wiele innych ale czasem strach się bać zapytać.
Tak dla własnego spokoju dawkuję sobie te informacje:)
Wracam do drucików bo pogoda za oknem koszmarna nie nastraja do niczego innego:(
Uściski Lacrima

Rozpiska nici.
Nowa serweta
ARLETTE
50g - 175m
Stara serweta
KORDONEK ariadna
30 tex x 6
według opisu 97 m
175+97=272m
Razem 9,327km
Dziewczynki Kochane.
Robię serwetę jak na maj przystało z konwaliami:)
Jednak coś mnie niepokoi w opisie...
Może jakaś dobra duszyczka mi pomóc?
Doszłam do 103 rządu i troszkę się boję.
O co im chodzi od 107?
Za dużo dłubaniny żebym coś skopała.
A wzór nie nadaje się prucia:(
Mój niemiecki niestety nie pozwala na zrozumienie tematu...
Ze schematu rysunkowego nie wynika aby tam były jakieś schody.


Całuski Lacrima

Witam Wszystkich nowych i "starych" przyjaciół oraz obserwatorów.
Obiecałam Wam majowe konwalie.
Oto pierwsza z konwaliowych serwet.


Wiecie, że nie tylko się chwalę ale piszę też o swoich porażkach.
Z tą serwetą właśnie tak było.
Moje pierwsze podejście do niej było chyba z 8 lat temu.
Doszłam do 17 rzędu i klops.
Poddałam się ale z 2 tygodnie temu znowu wzięłam druty do ręki.
Doszłam do 17 rzędu i znowu kaplica.
Poklełam troszkę (dużo) i zmieniłam nici.
Czasem jak mam problem biorę grubszy kordonek wtedy mi łatwiej jest coś zobaczyć.
Robiłam patrząc na schemat krok po kroku oczko po oczku.
I odkryłam swój głupi błąd.
Schemat jest idealny tylko ja jestem za szybka .
Nie chciałam już pruć tego co zrobiłam.
I tak moja pierwsza majowa konwaliowa serweta jest z grubej nici i bardzo mięsista.


Ale osobiście bardzo mi się podoba.
Na drucikach jest ten schemat tylko z cienkich nici .
W piątek pokażę różnicę.
I dodam jeszcze jeden schemat konwaliowy.
Na naszej górce rosną konwalie ale w tym tempie rozwiną się pewnie za jakieś 2 tygodnie...


To było zachętą do wyszycia małej gałązki konwalii koralikami.


Na razie nie mam pomysłu co z tym dalej zrobić.
Może na woreczek?
A może jednak obrazek?



Pożyjemy zobaczymy:)
No i jak mój majowy konwaliowy początek?
Lecę na Wasze blogi bo mam straszne zaległości:)
Buziaki Lacrima

Rozpiska nici.
HiMALAYA MERCAN
100g-260m
Razem 9,055 km

Wszystko co dobre szybko się kończy.
I tak było z nasza wycieczką
Dzisiaj wracamy do Oslo.
Po drodze jednak były postoje.
Pierwszy zaraz za rogatkami Lesji w  Dombås.
Jest tam most.


Pod nim całkowicie wymyte kamienie do gołej skały.
I odkrycie Piotra drewniana rura.


Jeszcze kilka kilometrów dalej nadal zachwycał się ta rurą:)
Ja za to chciałam adoptować jagnię...


70 kilometrów dalej kolejny postój.
Czego jak czego ale wodospadów w Norwegii jest masa.
Każdy inny i przy każdym warto stanąć na chwilkę.
Ten na pierwszy rzut oka nie wyglądał jakoś nadzwyczajnie:)


Ale pozory mylą.
Wystarczyło podejść pod górę do pierwszego tarasu widokowego żeby zobaczyć cuda.

Nie ukrywam ja straciłam siły na tym pierwszym tarasie...
ale następnym razem postój będzie dłuższy i wejdę na samą górę. 
Tam jest jeszcze muzeum tylko te 6km...
Trzeba potrenować chodzenie.


Była jeszcze stacja benzynowa pełna Trolli.


Oraz zdjęcie suszonej kiełbasy z renifera...


Jak widać klatka za oknem ale cóż co kraj to obyczaj.

Na sam koniec coś z serii "głupia ja".
Umówiłam się na wymiankę z Qurką.
Ja mam zrobić dla niej obrus kwadratowy i beżowy.
Zrobiłam zdjęcie bo to znowu ten sam obrus co już pokazywałam.
Zabrałam się za niego dzielnie i co???
Wczoraj odkryłam że brakuje mi nici.


Nie jakiegoś kordonka typu Monika dostępnego wszędzie tylko mojego ulubionego z Lidla.
Mało mnie szlak nie trafił.
Jedynym wyjściem było posprzątanie strychu w celu znalezienia zaginionej nitki.
Udało się strych sprzątnięty nici znalezione.
Kto jeszcze oprócz mnie zabiera się do dużego obrusa uprzednio nie sprawdzając ilości nici???
Ale jak mówią głupi ma zawsze szczęście.
I tym optymistycznym akcentem kończę pisaninę o Norwegii.
Przynajmniej na tą chwilę:)

Miłego weekendu i zapraszam na poniedziałek .
Czas na majowe konwalie.
Uściski Lacrima
Wczoraj zabrałam Was na naszą wycieczkę do Lesji.
Dzisiaj zostaniemy na miejscu.
Okazało się bowiem, że wystarczyło zapytać znajomego o jakieś atrakcje mniej znane w okolicy.
Nie takie jak droga Trolli a równie piękne.
2km od naszego domu jadąc w kierunku Oslo trzeba było skręcić w prawo.
Potem drogą polną przez most i dalej tak długo aż droga pozwoli.
Najpierw naszym oczom ukazała się rzeka wyschnięta prawie na wiór.

Za to te kamienne otoczaki piękne!
Widać że jak już woda popłynie to się będzie działo:)
Brzegiem rzeki jedzie się niecałe 2km.
Ja z Werą poszłyśmy piechotą.
Dzielny piesek maszerował cały czas sam.
Na końcu drogi jest mały leśny parking na którym trzeba zostawić auto.
Potem idziemy przez las jeszcze 1,2km.
Pierwsze piękne widoki to pozostałości po starym młynie.
Mamy lekkiego fisia na punkcie takich staroci.
Kochamy takie klimaty:)
Zachwyciła mnie góra i masa mchu reniferowego.
Na końcu ścieżki stoi kilka budynków.
Na tym miejscu od 1326 roku był młyn.
Ten jest młodszy ale tak samo urokliwy.


I teraz coś czym Was zaskoczę.
Wszytko było otwarte.
Można sobie posiedzieć i zrobić herbatę a nawet coś ugotować.
Ale to nie wszystko.
Macie ochotę tutaj zanocować?

Wystarczy telefon do Lesji i proszę bardzo.
W tym domku są 3 miejsca do spania.
Zawsze trzeba mieć ze sobą drobne.
Np. potrzebne będą nam one na wjazd do rezerwatu,
lub na zakup kartki albo mąki.
Przypominam tam nie było nikogo tylko pieniądze same sobie leżały...
Na jednej z kartek była też prośba aby zostawić po sobie porządek i nie zgubić kijka na który zamknięte były drzwi młyna.
Nie chcę być niegrzeczna ale w Polsce to raczej nie do pomyślenia...
W sezonie wstęp i skorzystanie z tych atrakcji kosztuje 
50 koron (25zł) od dorosłego dzieci gratis.
Powiem tak, strasznie nas korci żeby tam zanocować następnym razem:)


Jeszcze obowiązkowy wpis do księgi i wracamy.
Pojechaliśmy dalej brzegiem rzeki .
Tutaj możecie zobaczyć jak wyglądała kiedyś.


Po bardzo miłym poranku czas na kawkę i mały relaks.
Ale mając takie widoki za oknem co się dziwić?:)
Na koniec chciałam Wam pokazać obrazek jaki namalowała moja koleżanka Gosia lata temu dla naszego znajomego.


Jestem również szczęśliwą posiadaczką podobnego.
Gosia namalował mi jeszcze widoczek zimowy.
Te obrazki są w drzwiach mebli kuchennych.
Ja mam 3 w tym jeden witraż i wymieniam sobie.
Następnym razem zrobię zdjęcia jak będę w kraju.
Jutro ostatni dzień wycieczki.
Dziękuję za dzisiaj.
Uściski ślę ze słonecznego Oslo Lacrima

Przepraszam za brak odpowiedzi pod postami i to, że nie odpisywałam n maile.
Ale dopiero co wróciłam z wycieczki.
Nie pisałam nic o tym wcześniej bo często z naszych planów nic nie wychodzi przez Piotra pracę:)
Tym razem się udało i pojechaliśmy na 3 dni do Lesji.
To nie był nasz pierwszy raz ale o tej porze roku jeszcze tam nie byliśmy.
Jedziemy tam drogą numer E6 w kierunku Trondheim.
Oczywiście po drodze zawsze zwiedzamy różne miejsca.
Pierwszym naszym postojem jest stacja benzynowa.
Od lat na tej stacji jest pobijany rekord w ilości sprzedawanych bułeczek.
To maślane pyszności z rodzynkami lub czekoladą w środku.
Jak widać w tym roku chcą sprzedać 1,5 miliona tych bułek.


Jednak rozczarowaliśmy się.
Tym razem nie było informacji ile już zostało sprzedanych.
Do tego bułeczki są coraz mniejsze i coraz droższe.
Kopiliśmy tylko 3...
Jeszcze tylko widok na jezioro Mjøsa .


Kilka kilometrów dalej leży Lillehammer.
Na zdjęciu widać skocznię olimpijską.


To miasteczko zwiedziliśmy kilka lat temu teraz tylko przejeżdżamy przez nie.

Za oknem auta widoki są cudowne.
Ośnieżone szczyty gór i rwące strumyki.
Na miejsce dotarliśmy po 6 godzinach jazdy koło 18.
O tej porze roku słońce zachodzi tam koło 22.30 a więc troszkę nas poniosło i postanowiliśmy skoczyć na drogę trolli:)
30 km od Lesji na lewo od drogi są cudowne wodospady.
To miejsce postoju którego nie można go ominąć.


Dalej jedzie się doliną.
Dzięki późnej porze dnia widoki były jeszcze ładniejsze.
W dolinie prawie ciemno i oświetlone szczyty .


Po dojechanie w podnóże "drogi Trolli" która oczywiście jeszcze była zamknięta zmarzłyśmy z Werą tak że to nasze jedyne zdjęcie...


Wiało jak  szalone!
Już dwukrotnie miałam przyjemność jechać tą trasą.
To chyba najlepiej znana atrakcja Norwegii.
Jeśli będziecie w okolicy to musicie zboczyć z drogi tam zajechać.
A to "drabina Trolli"


Zdarza nam się zboczyć z drogi.
Tym razem celem była stara elektrownia wodna.
Oczywiście do niej nie udało się dojechać ale za to zobaczcie jakie cudny dom:)
Ponoć jazda ze mną może doprowadzić o zawał serca...
Ale jak się nie wydrzeć stawaj gdy w śniegu widzę coś fioletowego???


Już wiem co to za cudak.
Wawrzynek wilczełyko.
Widzałam aż 3 sztuki w 2 miejscach:)
W drodze powrotnej zrobiliśmy jeszcze kilka zdjęć.
Mostu kolejowego z początku tamtego wieku.


I kolejnego cudnego wodospadu.



W Lesji bylismy spowrotem koło 22 zmęczeni jak nie powiem co, ale zadowoleni z tak udanego dnia.
Jeśli nie zanudziałam Was moją pisaniną zapraszam na jutro na kolejną opowieśc o wycieczce.
A dla Tych którym było mało link do cudownych zdjęć Hemery.
Z naszej wspólnej wycieczki w te rejony z 2008 roku.
Ściskam Was Lacrima